ROMAntyzm nieposkromiony czyli uroki Wiecznego Miasta – emocjonalna podróż do Rzymu, część 2

    -

    Zapraszam na część drugą mojej relacji z podróży do Rzymu. Tym razem o tym, jaki jest Włoch-Rzymianin i dlaczego Włoszki wcale nie przypominają Włoszek stereotypowych. Ale przede wszystkim – co w Rzymie zobaczyć można, czego pominąć nie wypada, a co powinno być obowiązkowym punktem wyjazdu do Rzymu. Zapraszam!

    Stosunki międzynarodowe

    Istnieją pewne stereotypy które warto by lekko podważyć oraz takie, które należy zdecydowanie podtrzymać. Pierwsza rzecz – moda. Włoski styl, szyk i klasa znane są na całym świecie. Jakież więc było moje zdumienie, gdy na ulicach próżno było ich szukać.. Tak jak wspomniałam, dominują gustowne dresy z widocznym logo, adidasy ze świecącymi dżetami, ortalionowe narzutki.. Lekka konsternacja mnie dopadła, ale cóż.. Nie szata zdobi człowieka.

    Tym bardziej, że Włosi to naród naprawdę przyjacielski. Mimo, że ze znajomością angielskiego u nich różnie, zawsze można liczyć na wskazanie drogi czy pomoc w nietypowej sytuacji. A wszystko to z uśmiechem na twarzy, bez pełnego znudzenia poczucia obowiązku w stosunku do kolejnego turysty.

    Prawdą natomiast jest, że jeśli planujecie podróż w interesach, biznesowe spotkania lub jakiekolwiek czynności inne niż zwiedzanie muzeów, to musicie uzbroić się w cierpliwość. Czas we Włoszech płynie bowiem inaczej. Miałam wielką przyjemność prowadzić tam kursy i było to ciekawe, pouczające doświadczenie. Początek szkolenia zaplanowany na godzinę 9.00. Kwadrans po czasie schodzą się uczestnicy. Powoli. Bez pośpiechu. Nadchodzi bowiem upragniona chwila na „un caffe”. Obowiązkowo, bez tego dzień byłby nieważny. Później papierosek. Następnie niespieszna pogawędka. Poślizg na poziomie półtorej godziny na nikim nie robi wrażenia. Trzeba się do tego przyzwyczaić, ot co.

    Natomiast inny temat to wizerunek włoskiego lover boya.. I chyba coś w tym jest. Bestie potrafią być nieziemsko czarujące, szarmanckie i ujmujące sprawnym small talkiem. Sprawiają wrażenie jakby Decameron Boccaccia mieli w małym paluszku, a ich wyrafinowana słodycz potrafi zawrócić w głowie. Naprawdę polecam paniom lubiącym tego typu flirciki. Oczywiście mnie nic na ten temat nie wiadomo, tak tylko słyszałam od włoskich koleżanek…!

    Przejdźmy do meritum czyli atrakcje godne uwagi

    Jak w przypadku każdego miasta o tak bogatej historii, istnieje w nim szereg atrakcji, które koniecznie trzeba zobaczyć. Owszem, można kręcić nosem na komercję, tłumy turystów i brak oryginalności, ale nic nie stoi na przeszkodzie by po rundzie obowiązkowej zagłębić się w mniej uczęszczane rejony. Tylko wtedy zyskamy tak naprawdę pełen obraz odwiedzanego rejonu. Nie ma oczywiście możliwości, by w publikacji krótszej niż kilkaset stron opisać wszystkie godne uwagi zabytki, ale postaram się przedstawić tu najbardziej charakterystyczne i warte odwiedzenia miejsca.

    Co zatem jest najbardziej charakterystycznym obiektem w Rzymie? Koloseum oczywiście! Pierwszy rzut oka na tą monumentalną budowlę można wykonać już w czasie podchodzenia do lądowania – z okien samolotu zabytek prezentuje się przepięknie! Także przy bliższym poznaniu jego ogrom bez wątpienia robi wrażenie. Świadomość, że mieściło się tam 73 000 widzów, a w piach areny wsiąkło wiele litrów krwi gladiatorów sprawia, że jest to miejsce niezwykłe. Koloseum znajduje się na skraju rozległego terenu Forum Romanum. W gąszczu ruin łatwo można stracić orientację, dlatego nieoceniony będzie początkowy rzut oka na ten teren – najlepiej z Kapitolu. Później sukcesywnie można penetrować rejon wschodni i zachodni tego obszaru. Niektórzy twierdzą, że rozczarował ich widok „stert kamieni” wydaje mi się jednak, że jest to znakomite pole do zadziałania wyobraźni. Tym bardziej, że pozostałe zabytki, które można tu podziwiać dają obraz potęgi starożytnego Rzymu.

    Przepięknie zdobiony jest słynny Łuk Konstantyna – wybudowany po jego zwycięstwie nad Maksencjuszem; Hale Trajana jako ówczesne centrum handlowe pokazują jak prężnie funkcjonował wtedy handel, a odrestaurowana część Świątyni Westy – najstarszej świątyni na Forum, to piękny przykład architektury sakralnej. W najbliższej okolicy znajduje się kolejny niezwykle ważny punkt w zwiedzaniu Rzymu – Kapitol. To dawne centrum starożytnego Rzymu, jest obecne nieco zdominowane przez monstrualnych rozmiarów, uderzającą w oczy biel ogromnej budowli, określanej czasem jako „tort weselny”. Pomnik Wiktora Emanuela to jednak żelazny punkt programu każdej wycieczki.

    Piazza Venezia to doskonały węzeł komunikacyjny oraz punkt odniesienia do kolejnych zwiedzanych w tym rejonie atrakcji. Wdzięcznym obiektem dla pamiątkowych fotografii jest bez wątpienia plac Kapitoliński zaprojektowany przez Michała Anioła oraz prowadzące do niego, imponujące schody – Cordonata. Wydaje mi się, że obowiązkowo należy zobaczyć chociaż fragment zbiorów Muzeów Kapitolińskich. Palazzo Venezia, Palazzo Nuovo i Palazzo dei Conservatori kryją w sobie nieprzebrane ilości największych skarbów – to raj dla miłośników rzeźby i malarstwa.

    Jeśli mowa o muzeach, grzechem byłoby nie odwiedzić Muzeum Watykańskiego. Wśród eksponatów zagrabionych, przepraszam… pochodzących z całego świata można przechadzać się godzinami. Akurat moją ulubioną część stanowi Galeria Map. Imponujące i niezwykle pouczające zbiory map o różnych wymiarach, dają genialny wgląd w historię rozwoju geografii i kartografii. Wśród watykańskich wnętrz, nie można także pominąć najsłynniejszych arcydzieł.

    Kaplica Sykstyńska „na żywo” wywołuje bowiem piorunujące wrażenie. Mimo, że zazwyczaj kontemplujemy ją z ogromną liczbą innych zwiedzających i trudno tu o nabożną cześć i skupienie, warto przysiąść na ławeczce pod ścianą i przez dłuższą chwilę napawać się Sądem Ostatecznym Michała Anioła.

    Drugim punktem programu, którego nie należy przegapić są bajecznie zdobione apartamenty Juliusza II – znane jako Stanze Rafaela. Prace nad pokryciem komnat freskami trwały 16 lat, a natłok tego rodzaju sztuki przyprawia już w pewnym momencie o zawrót głowy. Nie bez przyczyny mówi się o istnieniu tzw. syndromu Stendhala – lekkich zaburzeń na skutek nagromadzenia w jednym miejscu sztuki figuratywnej.

    Wyjdźmy więc na zewnątrz, w miejsce doskonale znane każdemu Polakowi – na Plac Św. Piotra, samo serce Watykanu. Jego ogrom, monumentalność i rozmach z jakim zostało zaprojektowane przez Berniniego w pewien sposób pokazują dlaczego na tak wiele stuleci kościół katolicki zdominował historię – nie tyle Europy, co nawet znacznej części świata. Bogactwo i przepych, które wypełniają Bazylikę św. Piotra mogą nie trafiać w estetyczne gusta zwiedzających, jednak nie ma wątpliwości, że to imponujące dzieło setek artystów warto odwiedzić z przewodnikiem – by nie przegapić licznych dzieł sztuki wypełniających to ogromne wnętrze.

    Jeśli jednak mowa o świątyniach, na mnie akurat dużo większe wrażenie zrobiły zdecydowanie mniej znane i bardziej urokliwe kościoły. Spacerując po najbardziej uroczej moim zdaniem dzielnicy Rzymu – mam tu na myśli Zatybrze – traficie na pewno do bazyliki Santa Maria in Trastevere. Jak na rzymskie standardy to niewielki kościół, ale pięknie zdobiona apsyda i kolumny pochodzące jeszcze ze starożytności nadają tej średniowiecznej budowli niezapomniany charakter. Natomiast sama okolica także godna jest chwili uwagi. Brukowane uliczki, malownicza stara zabudowa, niewielka liczba grup turystycznych nadają temu miejscu charakterystyczny, uroczy klimat.

    Drugim kościołem, który warto zobaczyć, a jednocześnie przepięknym przykładem ukazującym stopniowe przekształcanie się miasta jest San Clemente. Na powierzchni – standardowo. XII wieczny kościół jakich wiele. Ale schodząc niżej pod ziemię, ukazuje nam się świątynia datowana na IV wiek. Fenomenalny klimat podziemi, budzące grozę katakumby, fragmenty wykopalisk, charakterystyczny zapach kamienia.. a tu schodzimy jeszcze niżej, aż do mitreum. To miejsce poświęcone Mitrze, którego kult dotarł do Rzymu z Persji w I wieku. Naprawdę polecam!

    Z kolei wrażeń zupełnie innego rodzaju dostarczą spacery po charakterystycznych, rzymskich placach. Jeden z najbardziej znanych to Campo de’ Fiori, czyli „Pole Kwiatów”. Wbrew nazwie na targu można zaopatrzyć się przede wszystkim w owoce, warzywa, mięso, ryby, a także przyprawy. Feeria barw, zapachów, kształtów jest absolutnie niezapomniana! Przy ładnej pogodzie po targu można spacerować godzinami, napawając się jego atmosferą.

    A może po prostu mam do tego miejsca wyjątkowy sentyment, gdyż pośrodku stoi pomnik mojego ulubionego filozofa – Giordano Bruno, zaś wiele z budynków otaczających plac należało do Vannozzy Catanei. Była ona metresą Aleksandra I i matką m.in. Lukrecji Borgii, doskonale znanej miłośnikom prozy Mario Puzo.

    Miłośnikom pieszych wędrówek polecałabym przechadzkę o bardzo jasno wytyczonej trasie – wzdłuż Tybru. Za początek można obrać sobie okolice Circus Maximus, którego trybuny mieściły niegdyś 385 tysięcy widzów, zaś teraz to raczej wielka, niezagospodarowana łąka (nocą okolica dość nieprzyjemna – raz mnie podkusiło by udać się na nocny spacer. Odradzam!).

    Następnie mijamy wysepkę Isola Tiberina i przechodzimy na drugi brzeg by pomyszkować po Zatybrzu. Zmierzamy na północ i korzystamy z chwili wytchnienia w Janikulum. Warto wspiąć się na szczyt wzgórza, gdyż znakomitym zwieńczeniem spaceru po ogrodzie botanicznym i miejskim parku jest piękna panorama miasta. Ciekawym obiektem, o nieco odmiennym charakterze jest górująca nad okolicą latarnia morska z początków XX wieku.

    Wracamy w kierunku bulwarów i w zakolu rzeki możemy odbić w lewo, w kierunku Watykanu i Zamku św. Anioła – fortecy o oryginalnym kształcie, która na przestrzeni dziejów pełniła funkcję cytadeli, więzienia oraz rezydencji papieskiej.

    Możemy także podążać dalej wzdłuż rzeki, by niebawem zbliżyć się do kolejnej perełki – Piazza Navona. Sceneria tego miejsca rzuca na kolana, to istna kwintesencja atmosfery Rzymu. Plac otoczony jest licznymi barkowymi kościołami (w wielu z nich można wziąć udział w wieczornych koncertach), zaś pośrodku znajduje się charakterystyczna, zwieńczona obeliskiem fontanna przedstawiająca personifikacje wielkich rzek – Gangesu, Dunaju, Nilu i La Platy.

    Warto tu oddalić się nieco od Tybru, by dotrzeć do kolejnego symbolu Rzymu. Panteon bowiem utkwi Wam w pamięci. Z zewnątrz budowla zupełnie niepozorna, jednak jej wnętrze zapiera dech w piersiach. Miejsce spoczynku wielu zasłużonych Włochów oświetlane jest w nietypowy sposób poprzez okulus. Światło padające na imponującą ilość kasetonów rozświetla kopułę, nadając całemu miejscu nieco magicznego charakteru.

    Z tej świątyni już tylko przysłowiowy rzut beretem do kolejnego „must see”. Niestety Fontanna di Trevi oblegana jest przez hordy turystów niemal 24 godziny na dobę (wrzucenie monety do wody ma gwarantować powrót do Rzymu – to pewnie dlatego!), więc raczej trudno będzie w spokoju wykonać jej pamiątkowe zdjęcie ale widok trytonów i morskich koni zdobiących tą największą fontannę w mieście wart jest kilku podeptanych palców…

    By dokończyć wędrówkę śladami najbardziej znanych wizytówek miasta, znów odbijemy odrobinkę na północ by dotrzeć do Schodów Hiszpańskich. Tu również nie tak łatwo znaleźć ustronne miejsce do odpoczynku, jednak imponująca powierzchnia jaką zajmują schody, w połączeniu ze zdobiącymi je kwiatami oraz bezpretensjonalną atmosferą sprawiają, że po prostu przyjemnie się na nich siedzi.. 🙂

    Jeśli dysponujecie większą ilością wolnego czasu, warto wybrać się także poza miasto. Wielbiciele archeologii z pewnością zachwycą się dawnym portem – Ostia Antica. Niegdyś tętniąca życiem, licząca niemal 100 000 mieszkańców metropolia, w IV wieku niestety podupadła. To nieco mniej efektowne wykopaliska niż na przykład Pompeje, ale niezaprzeczalnym walorem jest to, że nie widziałam tam nigdy zbyt wielu turystów. Dojazd jest dość łatwy – metrem zmierzamy w kierunku bardzo osobliwej ciekawostki: obłożonej białym marmurem Piramidy Gajusza Cestiusza, po czym przesiadamy się do podmiejskiej kolejki.

    W innym kierunku musimy się udać planując zwiedzanie Tivoli. To miasteczko w czasach republiki było swoistym kurortem, miejscem letniego wypoczynku. Wyobraźcie sobie wąskie, średniowieczne, kamienne domy i zaułki. Półgodzinny spacer wśród zmurszałych budowli i ani jednego przechodnia. Niesamowita, kłująca w uszy cisza. Po czym nagle, z któregoś mieszkania na piętrze rozlegają się dźwięki fortepianu. Ktoś zaczyna grać Sonatę Księżycową, a melodia niczym nie przerywana niesie się wyludnionymi uliczkami.. Koncert wart niemal każdych pieniędzy! Chętnym mogę podać adres! To doprawdy urocze miejsce w którym można odpocząć od rzymskiego zgiełku – choć niepozbawione sztandarowych atrakcji, takich jak Villa d’Este czy Willa Hadriana.

    Można by jeszcze długo wymieniać i opisywać atrakcje, architektoniczne perełki i miejsca godne odwiedzenia w tym niesamowitym regionie. Można by.. ale po co? Zdecydowanie lepiej będzie spakować małą walizkę, zabukować bilet i po dwóch godzinach lotu poczuć je na własnej skórze. Wydaje mi się, że nie będziecie rozczarowani!

    paulina pastuszakPaulina Pastuszak
    Nieumiarkowana pasjonatka podróży: najchętniej samodzielnych i niespecjalnie planowanych. Doktorantka analizująca zjawisko aktywności turystycznej w kontekście społeczno – kulturowej tożsamości płci. Mistrzyni Świata w stylizacji paznokci, międzynarodowy edukator w tej dziedzinie. Instruktorka narciarstwa i snowboardu, wielbicielka dobrej prozy, jazdy konnej, nurkowania i gry w tenisa. Jej doba trwa 48 godzin. Czyli o jakieś 24 za mało. W swoich relacjach przedstawi mocno subiektywny obraz odwiedzanych miejsc – o tym, w którym roku powstał dany zabytek, możecie sobie przeczytać w Wikipedii.

    Udostępnij ten artykuł

    Ostatnie posty

    Ostatnie komentarze

    Nina NA Endometrioza